Corsair F4U-4

revell 1:72


PRODUCENT I SKALA
Revell 1:72
POZIOM WALORYZACJI
DODATKI
Brak
TECHNIKA
Pędzel, farby akrylowe, surfacer spray

POZIOMY WALORYZACJI

Dotyczy samodzielnego wykonania dodatków oraz modyfikacji bez użycia zakupionych części.

– Prosto z pudła
– Lekkie modyfikacje, na przykład pasy foteli
– Jak wyżej + użycie dodatkowych elementów jak druty, igły lekarskie itp.
– Jak wyżej + dorabianie prostych elementów w oparciu o zdjęcia.

– Jak wyżej + zastąpienie części kalkomanii malowaniem, dorabianie wielu dodatkowych części w oparciu o zdjęcia itp.
– Jak wyżej + praca z planami, trasowanie linii, nitowanie i inne zaawansowane prace.

DODATKI

Zakupione dodatki, dedykowane dla danego modelu – na przykład części fototrawione, żywiczne itp, dodatkowe kalki, pasy czy maski.

TECHNIKA

Wcześniej założona technika malowania, obejmuje narzędzia do malowania, rodzaj farb oraz dodatkową chemię, która pomaga przy pracy.


Kilka słów o modelu Corsair f4u-4

warsztat recenzja corsair f4u-4 revellSłowem wstępu, przedstawię trochę informacji na temat samego modelu korsarza, wydanego przez firmę Revell. Z informacji podanych w sieci, wynika, że ta wersja bazuje na wypraskach Vought F4U-1A Corsair z 2014 roku. Moja wersja została wypuszczona w roku 2016. W tym roku (2018) wyszedł także kolejny set – Vought F4U-1B w barwach Royal Navy.
W pudle dostajemy kalkomanię do treningowej jednostki rezerw marynarki wojennej z Jacksonville na Florydzie roku 1954. Kalkomania dla jednej wersji malowania, zawiera także pasy, wszystkie panele czy pomarańczowy pas na kadłubie. Instrukcja na śliskim papierze jest kolorowa i czytelna, chociaż momentami musiałem opierać pracę na zdjęciach z internetu, ponieważ niektóre pozycje elementów w kabinie były sporne. Wypraski nie posiadają wiele nadlewek, nie potrzeba też wiele szlifować, jednak momentami miałem problem ze spasowaniem i trochę szpachli poszło o czym w relacji z budowy. Plastik jest podatny na obróbkę, dlatego też nie ma problemu z waloryzacją. Nie wiem jak ze zgodnością samego modelu z planami, ponieważ przy tej budowie nie zwracam uwagi na część merytoryczną, ale wizualnie odwzorowanie linii podziału blach wygląda świetnie. W zamówionym egzemplarzu niestety owiewka miała sporego bąbla, jednak sklep szybko wymienił na nową za sprawą także szybkiej reakcji dystrybutora na reklamację. Mówiąc o elementach przeźroczystych – trzeba na nie bardzo uważać. Uznałem, że stara ramka będzie dobra dla testów malowania osłony – obydwie części są bardzo kruche! Przy pierwszej części osłony winiłem bąbla, ale dobra część owiewki także bardzo łatwo pękła w pół.
Po zawartości pudła i pierwszym spotkaniu z zestawem, ocena z „pierwszego wrażenia” to 4/5.

 

Instrukcja F4U-4 Revell

 

Rozpoczęcie prac nad Corsair f4u-4 revell

Przed rozpoczęciem prac, założyłem sobie, że chcę włożyć w ten model więcej pracy, szczególnie, że jest to jedna z moich ulubionych konstrukcji, którą miałem także szczęście oglądać także na żywo.

Jest to moja trzecia budowa od czasu powrotu do modelarstwa po kilkuletniej przerwie, przy poprzednich dwóch modelach nabrałem wprawy – a co więcej, czuję się jeszcze pewniej niż przed przerwą, stąd zdecydowałem się na mocniejszą waloryzację. Niektóre techniki stosuję i będę stosował po raz pierwszy (trochę prac mam już za sobą, początek relacji dopiero teraz ze względu na opóźnienie ze startem bloga), dlatego starych wyjadaczy proszę o wyrozumiałość 😉

Jak to zwykle bywa – zaczynam od kabiny pilota. Części wycięte i wyszlifowane czekają na pierwszy kontakt z klejem. W internecie wyszukałem zdjęcie na którym będę się opierał przy budowie kabiny. Nie używam i nigdy jeszcze nie używałem żywicznych części czy blach – jednak w kabinie dodam coś od siebie.

 

 

Ciężko znaleźć tę wersję (treningowa Jacksonville) w internecie, dlatego pozwoliłem sobie na trochę improwizacji, jednak w miarę rozsądku.

Po sklejeniu i pomalowaniu pierwszych części, czas na pierwsze elementy „od siebie”.

Na pewno chciałbym, żeby mój pilot miał miękko pod siedzeniem – do „wyściełania” fotela, użyłem materiału z metek t-shirta. Także zagłówek będzie imitował materiał – wyciąłem kształt zagłówka także z kawałka metki.

Do pasów nie używałem zestawowej kalkomanii – wymierzyłem szerokość paska i wyciąłem je taśmy malarskiej.
Klamry zrobione są z cienkiego drucika. Całość odpowiednio przybrudziłem suchą pastelą.

 

 

Następnie zabrałem się za malowanie wnętrza kadłuba oraz paneli. Wszystkie panele posiadały kalkomanię, jednak nie użyłem ich. Kalkomania do bocznych paneli przedstawiała kompletnie co innego, a ta z zegarami była jeszcze w miarę, jednak tej też nie naklejałem – sprawy wziąłem w swoje ręce. Panele boczne pomalowałem w oparciu o zdjęcia w sieci – o dziwo detale w przeciwieństwie do samej kalki były na prawdę bardzo dobrze odwzorowane. od siebie dodałem dźwignię stworzoną z rozciągniętej ramki, którą pomalowałem na czerwono. Przy okazji dodałem jeszcze kilka elementów w kokpicie w tym ręczną pompę hydrauliczną i przycisk na drążku pilota. Wskazówki na panelu z zegarami wykonałem z bardzo cienkiej rozciągniętej ramki. Zegary zalałem Contacta Clear z firmy Revell, dla imitacji szkła.

 

 

Przed zamknięciem kadłuba, poprawiłem lekko pasy – szczególnie klamry. Na żywo nie rzucało się w oczy, jednak przy dużym zbliżeniu i makro, klamry były krzywe i jedna była większa od drugiej. Wnętrze jeszcze lekko dobrudziłem i przyszła pora na sklejenie kadłuba. Połówki pasowały niemalże idealnie.

 

 

To by było na tyle z relacji z budowy wnętrza! Niebawem kolejna część – zachęcam do komentowania.